(NIe) przerwany urlop
Pisałem ostatnio, że wywiozłem na wieś montaż. Wywiozłem też w miniony poniedziałek na wieś swoje szanowne cztery litery wraz z całym majdanem, w skład którego weszły dwa rowery, laptop z masą kabli (do "kabli" zaliczam między innymi przedłużacz USB, kabel ethernetowy odwrotny sztuk 1, diodę, tranzystor, "wtyczkę" DB9 żeńską i masę innych drutów w podobnym stylu), aparat ze szkłami oraz żonę i trochę ubrań na nadchodzące dwa tygodnie.
Jak się miało niebawem okazać wróciłem do Warszawy zaledwie po tygodniu a wszystko przez pogodę a w zasadzie jej całkowite załamanie.
Na szczęście jeszcze przed całkowitym załamaniem pogody udało mi się machnąć kilka fotek M31, z których po obróbce niewiele wyszło. Po pierwsze źle ustawiłem montaż (drobny błąd, który nie został w porę zauważony), po drugie ciemno zrobiło się za późno (no dobra, wiem, taka pora roku), po trzecie Księżyc za wcześnie wzszedł a po czwarte pojawiły się okropne mgły (miejsce, które wybralem do obserwacji nie jest chyba najlepsze) a na koniec też chmury i było po zawodach. W dodatku nasza młodzieżówka dostała w Kanadzie 6:1 i mogłem iść spać.
Sesja o której piszę była też nieudana a zarazem udana z innego powodu, postanowiłem mianowicie przetestować jak to się robi zdjęcia z wykorzystanim komputera. Rozstawiłem się na ogródku u mojego dziadka, podłączyłem sobie zasilanie, laptopa, aparat (do niego też zasilacz) i próbowałem pobawić się różnymi softami. Nieststy stwierdzam, że jest to dość niepraktyczne podejście. Ilość sprzętu, kabli, przełączników w znacznym stopniu utrudnia pracę a jak wiadomo sprzęt nie ma prawa przeszkadzać w uprawianym hobby! Do tego programy do astro są (chyba) wyłacznie pod Windows i jak to bywa nie działają wcale albo wysypują się w zupełnie randomowym momencie z dowolnym komunikatem albo nawet i bez, znikając jak dobry nastrój po odebraniu wezwania z Urzędu Skarbowego -- tyleż nagle co nieodwołalnie i bez ostrzeżenia.
To tyle odnośnie fiaska. Nie ma jednak tego czy tamtego, co by na dobre nie wyszło: doszedłem bowiem do wniosku, że potrzebny mi jest inny (niż komputer) sposób kontrolowania aparatu i "programowania" sesji składających się z wielu, wielominutowych ekspozycji. Ręczne prztykanie ma swój urok ale jest zbyt absorbujące.
Tak oto natrafiłem na kilka projektów, których celem jest realizacja właśnie takiego zadania, czyli zautomatyzowania procesu polegającego na sterowaniu aparatem i robieniu serii zdjęć o zadanym czasie ekspozycji:
DSLR Master
DSLR Time Remote Control
Timer Remote Control - Version 2
DSLR Star
Najbardziej zainteresowały mnie dwa, oparte na gotowej płytce demonstracyjnej AVR Butterfly, która oprócz mikrokontrolera Atmega169PV ma także joystick do sterowania oraz wyświetlacz LCD a jej programowanie możliwe jest za pomocą portu szeregowego.
Gotowy układ eliminuje także konieczność lutowania i konstruowania płytki.
Płytkę zamówiłem w seguro.pl, została wyslana wczoraj i z niecierpliwością czekam na jej odbiór. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz